Dlaczego rzuciłam pracę na etacie?

przez Pizza Girl Patrol
4 komentarze

Zacznijmy od tego, że jeszcze zanim podjęłam pracę na etacie, już wtedy wiedziałam, że nie będzie to dla mnie dobre rozwiązanie. 

Na pewno wszystkie moje doświadczenia związane z życiem za granicą miały duży wpływ na moje podejście do pracy w systemie od 9:00 do 17:00. Przerobiłam wszystkie możliwe typy Erasmusa – zaczynając od praktyk, przechodząc przez studia, kończąc na Erasmusie dla przedsiębiorców, którego forma była dla mnie spełnieniem najskrytszych marzeń i mostem do przejścia na swoje (mam nadzieję). 

Życie za granicą poszerza horyzonty, otwiera umysł i pokazuje nam, że w życiu mamy wiele różnych możliwości, także takich, których nigdy wcześniej nie braliśmy pod uwagę. Nagle okazuje się, że to, co wcześniej było dla nas normą, dla innych nią nie jest i odwrotnie. Okazuje się, że wcale nie musimy żyć tak jak wszyscy, których znamy, bo jest wiele innych opcji, a także osób, które żyją zupełnie inaczej i to też jest okej

Mam wrażenie, że praca na etacie w pewien sposób nas rozleniwia, uczy schematycznego, wygodnego życia, do którego pomału zaczynamy się przyzwyczajać. Może nie jest ono tym, czego naprawdę chcieliśmy, ale jest czymś, co już dobrze znamy i sprawia, że czujemy się bezpiecznie. Dlatego większość z nas boi się odejść, szczególnie gdy ma już na karku jakieś kredyty, czy inne zobowiązania (często na własne życzenie). 

Trzy lata temu, kiedy kończyłam studia, błyskawicznie po powrocie z Florencji (tam spędziłam ostatni semestr) zaczęłam rozsyłać CV. Czułam, że mi to nie będzie pasować, ale postanowiłam spróbować – ba, nie miałam innego wyjścia. Choć założyłam bloga chwilę wcześniej, nie mogłam liczyć na żadne profity z mojej działalności w Internecie. 

Trafiłam na stanowisko specjalisty od marketingu do firmy zajmującej się projektowaniem stron w Internecie i sprzedażą domen i hostingu. To była kompletnie nie moja bajka, ale szybko odnalazłam się w takich technicznych tematach. Po raz kolejny zdałam sobie sprawę, że potrafię dobrze pisać, nawet na tematy, które nie są szczególnie bliskie mojemu sercu.

Mijały dzień za dniem, a mnie po jakimś czasie zaczęła doskwierać rutyna. O ile pierwszy rok był jeszcze dla mnie całkiem ciekawy, ponieważ nauczyłam się wielu nowych rzeczy, o tyle drugi rok był dla mnie prawdziwą męczarnią. Choć w końcu dostałam podwyżkę, na którą zasługiwałam już dużo wcześniej, pomału traciłam motywację do pracy. Każdy dzień wyglądał tak samo, a ja czułam, że mam w sobie ogromne pokłady kreatywności, z którymi nie mogę nic zrobić. Czułam, że się duszę. 

W wolnych chwilach wyobrażałam sobie, że jestem gdzieś w zupełnie innej części świata, gdzie świeci słońce i takie wizualizacje dawały mi siłę do dalszej pracy. Wiedziałam, że zmiana pracy na inną na etacie nie będzie dla mnie rozwiązaniem. Czułam, że potrzebuję wolności i niezależności, że to są wartości, które mają dla mnie największe znaczenie. 

Jednak rzucenie pracy nie było spontaniczną decyzją. Przygotowywałam się do tego od dłuższego czasu. Byłam zdesperowana, szukałam możliwości. Każdą wolną chwilę poświęcałam na rozwój bloga, Instagrama, a także podwyższanie swoich umiejętności marketingowych: kursy online, E-booki, słuchanie podcastów biznesowych. Byłam bez przerwy w pracy, także po powrocie do domu. Byłam zdeterminowana, wiedziałam, że nie chcę tak żyć i muszę znaleźć sposób na to jak wydostać się z miejsca, w którym jestem. 

Ja wiem, że dla wielu osób taka taka drastyczna zmiana (jak rzucenie pracy na etacie) jest przerażająca. Nagle okazuje się, że w naszym życiu pojawi się wiele różnych znaków zapytania, ponieważ będziemy musieli podjąć ryzyko i wziąć odpowiedzialność za wszystkie nasze działania

Nikt nie da nam pewności, że nasze pomysły wypalą i że na naszej drodze nia pojawią się różnego rodzaju przeszkody – kto wie, może nawet takie, których nie będziemy w stanie pokonać. Musimy więc pogodzić się z tym, że być może czeka nas porażka. Trzeba zaakceptować taką możliwość. Jednak czy to powinno nas powstrzymać przed realizacją marzeń i życiem “pełnią życia”? 

Od pierwszych chwil po przeprowadzce na Sycylię, zaczęło mi towarzyszyć niesamowite uczucie, o którego istnieniu już praktycznie zapomniałam. Takie ciepło w środku, radość, które informują nas o tym, że jesteśmy w dobrym dla nas miejscu. Pustkę w środku wypełniła ekscytacja i ciekawość, co przyniesie każdy kolejny dzień. Choć całkowicie zrezygnowałam z jakiegokolwiek poczucia stabilizacji, zyskałam dużo więcej: nowe doświadczenia, niesamowite przyjaźnie, zupełnie inne spojrzenie na świat. 

Przez ostatni rok (a właściwie to 6 miesięcy, które wydłużyło się ze względu na włoski lockdown i brak możliwości powrotu do Polski) w ramach programu Erasmus dla przedsiębiorców uczyłam się jak zarządzać agencją marketingową. 

W czerwcu wróciłam do Polski i założyłam własną firmę. Po raz kolejny rzuciłam się na głęboką wodę i próbuję jakoś utrzymać się na jej powierzchni. Samodzielnie wydałam eBooki – kulinarne przewodniki po Sycylii, a poza tym szukam nowych zleceń. Moja działalność w Internecie w końcu zaowocowała i zaczęła przynosić nieregularny przychód. Co będzie dalej? Nie wiem. Czy moja historia zakończy się szczęśliwie? Nie wiem. Czy jeszcze kiedyś wrócę na etat? Nie wiem. 

Ponad 8-miesięczny pobyt na Sycylii, podczas którego musiałam wykazać się ogromną elastycznością i umieć dostosować się do najróżniejszych, często kompletnie niespodziewanych sytuacji (covid), nauczył mnie jednej rzeczy – to nie jest wstyd nie wiedzieć co dalej. Nie musimy znać odpowiedzi na wszystkie pytania. Możemy zwyczajnie sprawdzać, testować co jest dla nas, a co nie i metodą prób i błędów próbować odnaleźć swoje przeznaczenie. 

Są tu jakieś osoby, którym udało się szczęśliwie “przejść na swoje”? 🙂 Opowiedzcie swoje historie w komentarzach! A tutaj obejrzyjcie mojego pierwszego LIVE’a z Sycylii, gdzie opowiadam o mojej przeprowadzce 🙂

Podobne wpisy

4 komentarze

refael_72 29.08.2020 - 22:21

Ostatnie sześć lat to w moim przypadku słuchawka w sieci komórkowej i 2x sklep zoologiczny.

Rok temu kategorycznie odrzuciłem propozycję znajomego, bym podnająwszy u niego pokój tym samym przeprowadził się do stolycy i tam poszukał pracy na etacie (swoje mieszkanie w Łodzi miałbym komuś wynająć). Po mojej kategorycznej odmowie wydzwaniał codziennie by mnie przekonywać, wieszcząc mi, że wyląduję u brata Alberta, a moje koty na Marmurowej (schronisko). Gdy postanowiłem założyć działalność gospodarczą, to prośbę o pożyczkę kwoty dla niego niewielkiej na zakup niezbędnego auta zbył, a w zasadzie była to forma nacisku – nie będzie hajsu to może się uda mnie przekonać. Cóż, nie to nie, na szczęście bank uznał mnie za osobę wiarygodną i pożyczył mi niezbędne środki.
Okazało się, że nie dość, że nie posłuchałem jego rad, to jeszcze bezczelnie ośmieliłem się mieć rację. Niedługo minie rok, jak jestem na swoim. Działalność przynosi zyski, zwykłe wydatki jak jedzenie na mieście czy jakiś ciuch czy dobre buty- kiedyś szaleństwo finansowe dziś nie rujnuje budżetu.
Pracuję w godzinach jakie mi pasują, w każdej chwili mogę zrobić sobie przerwę. Jeśli źle się czuję to po prostu przerywam pracę i wracam do domu.
Było warto.

Odpowiedz
Pizza Girl Patrol 02.09.2020 - 09:34

Super!!! Gratuluję! :))

Odpowiedz
Julita 30.08.2020 - 16:04

Warto jest walczyć o swoje! Ja póki co na etacie.. rewelacji nie ma, ale pomysłu na coś innego też, więc trzymam się tego i zobaczymy, co życie przyniesie.. Jednak chciałabym rozwijać się dla siebie by nie stać w miejscu.. jakie podcasty polecasz?

Odpowiedz
Pizza Girl Patrol 02.09.2020 - 09:32

Koniecznie posłuchaj MAŁA WIELKA FIRMA :)) Znajdziesz tam dużo inspiracji, motywacji i wartościowej wiedzy!

Odpowiedz

Pozostaw komentarz

Strona korzysta z plików cookies. Więcej na temat plików cookies znajdziesz w polityce prywatności. Akceptuję Czytaj więcej