Jak być szczęśliwym? – śródziemnomorski stan umysłu

przez Pizza Girl Patrol
3 komentarze

Poniżej znajdziecie zapis moich przemyśleń sprzed 4 lat, kiedy to wyjechałam na 2 miesiące na staż do Madrytu. Ten czas całkowicie zmienił moje podejście do życia i sposób myślenia. Teraz, mieszkając na Sycylii, czuję się bardzo podobnie jak wtedy. W skrócie – czuję, że żyję, a nie tylko istnieję. Pamiętam, że przed przeprowadzką do Madrytu zobaczyłam pewną grafikę “Dlaczego ludzie wybierają nudne życie, a później narzekają na to, że mają nudne życie” i dzięki niej łatwiej podjęłam decyzję o przeprowadzce 🙂

Niby tylko 2 miesiące mieszkałam w Madrycie, ale przez ten czas nauczyłam się więcej, niż przez ¾ swojego życia. Przede wszystkim tego, jak być wolnym i szczęśliwym. Okazuje się, że wcale wiele nie potrzeba. Na pewno fakt, że Hiszpanie mają na co dzień dużo słońca wiele ułatwia i sprawia, że są właśnie tacy jacy są. Ale to nie wszystko. 

Oni bardzo dbają o relacje międzyludzkie – zarówno te rodzinne, jak i przyjacielskie. Każdy zawsze znajdzie czas na krótką pogawędkę na ulicy z bliższym lub dalszym znajomym, albo spotkanie na piwo. Nie ma znaczenia czy jest środek tygodnia czy weekend. Żyjąc tam, właściwie nie odczuwałam tej różnicy – w końcu codziennie po pracy robiłam coś fajnego. 🙂 Nie musiałam więc czekać specjalnie na weekend, żeby spędzić miło czas.

Jak osiągnęłam hiszpański stan umysłu? Czym się on charakteryzuje? Spójrzcie w moje zapiski, które stworzyłam po miesiącu przebywania w Madrycie.

“Czuję się tutaj szczęśliwa. Wolna i szczęśliwa. Wolna od problemów. To nie jest tak, że zgłupiałam, a hiszpańskie słońce wypaliło mi rozum. Chodzi o to, że w Polsce jestem specjalistką w tworzeniu problemów, które nie istnieją. Jak już je stworzę, to zastanawiam się: co będzie, jeśli przydarzy mi się to lub tamto. Czy sobie poradzę, za co będę żyć, czy będę zadowolona. Tutaj nie mam kompletnie takich myśli. Żyję dosłownie z dnia na dzień. I to jest cudowne, tego mi było potrzeba. Mam czysty umysł. 

Wiem, że dam radę, ale nie zastanawiam się nad tym zbytnio. Po prostu pracuję, potem wracam do domu i gdzieś wychodzę, bez wcześniejszego skrupulatnego planowania co będę robić wieczorem. To jest naprawdę niezwykłe. Nie zastanawiam się cały dzień co zrobię wieczorem, jutro, albo w weekend. Po prostu ŻYJĘ. I chyba właśnie o to chodzi! 

Nie czuję ciężaru PLANÓW. Mam ochotę gdzieś wyjść – wychodzę, chcę zostać w domu- zostaję. Słucham się swojego ciała i duszy, one mi podpowiadają co zrobię, a nie wcześniej przygotowany PLAN. Nie stresuję się czy się wyrobię na daną godzinę na spotkanie, ponieważ umawiam się na nie pół godziny przed. Bardzo, bardzo chciałabym umieć to przełożyć na moje życie w Polsce.

To nie jest tak, że mam tylko dobry humor codziennie i myślę optymistycznie. Zdarzają mi się gorsze dni, to normalne. Jednakże większość czasu, który przeznaczałam na zamartwianie się, teraz poświęcam na zachwycanie się pięknymi rzeczami, budynkami, ciekawymi ludźmi, a także myślę, co mogę zrobić fajnego w przyszłości. Myślę co lubię robić codziennie i to robię. 

Dałam sobie pozwolenie na akceptację siebie. Nigdy nie lubiłam chodzić wcześnie spać. Wydaje mi się to nudne i takie… monotonne. Próbowałam wiele razy się zmienić, iść spać o 23, wyspać się i wstać o świcie tak jak “powinno się robić”. Jednak kiedy tak robiłam, czułam się wtedy smutna, miałam wrażenie, że coś mi ucieka. Z kolei, gdy zostawałam do późnych godzin w nocy oglądając filmy, czytając ciekawe rzeczy, miałam poczucie winy mimo tego, że naprawdę czułam się szczęśliwa. 

Teraz wiem, że taka jestem. Uwielbiam magię nocy i uwielbiam przesiadywać do późnych godzin, daje mi to szczęście. Nie jest to na pewno rozsądne, ale mnie uszczęśliwia. Nie mogę udawać, że będę inna, zmienię nawyk i będzie super. Nie będzie. Dlatego po prostu zaakceptowałam, że taka jestem, lubię to, sprawia mi to przyjemność, więc nie mogę z tego zrezygnować! Będę rano niewyspana, wiem, ale trudno. Odeśpię w weekend.

Podróżowanie naprawdę zmienia. Gdy pomyślę o tym jak wiele miałam wątpliwości przed wyjazdem, ilu rzeczy się bałam, to z obecnej perspektywy ciężko mi w to uwierzyć. Wiem teraz, że faktycznie jedyną słuszną inwestycją jest inwestycja w podróże, zwróci się dla każdego w inny sposób. To takie śmieszne, bo chciałabym umieć wytłumaczyć co dokładnie dał mi ten wyjazd, ale nie umiem, oprócz tego, że poznałam ludzi z całego świata. Po prostu czuję się inna. Czuję jak zmieniają mi się poglądy, otwiera umysł. Po prostu.”

Mieszkaliście kiedyś w jakimś kraju śródziemnomorskim? Wpłynął on może jakoś na waszą osobowość? Dajcie znać w komentarzach!

Podobne wpisy

3 komentarze

Joienes 26.02.2020 - 15:31

Szkoda, że się nie poznałyśmy te cztery lata temu w Madrycie, kiedy właśnie się przeprowadzałam do Madrytu. I pomyśleć, że może się gdzieś tam kiedyś minęłyśmy na ulicy! Super wpis, bardzo mi bliski ☺️

Odpowiedz
Pizza Girl Patrol 27.02.2020 - 09:27

No wlasnie! Wielka szkoda, moglybysmy razem wyskoczyc na tinto de verano!

Odpowiedz
Gracz 18.03.2020 - 13:54

Spróbuję takiego nastawienia 😉

Odpowiedz

Pozostaw komentarz

Strona korzysta z plików cookies. Więcej na temat plików cookies znajdziesz w polityce prywatności. Akceptuję Czytaj więcej